W ciągu ostatnich lat jesteśmy świadkami bardzo szybkich i diametralnych zmian kulturowych odnośnie stosunku do osób homoseksualnych. Kilkadziesiąt lat temu homoseksualizm traktowany był jako grzech, dewiacja, patologia czy zboczenie. Osoby o orientacji homoseksualnej musiały ukrywać swoje skłonności lub spotykały się z prześladowaniem czy odrzuceniem ze strony społeczeństwa. Pod wpływem działalności aktywistów homoseksualnych powiązanych z ruchem praw obywatelskich, którzy za cel postawili sobie zmianę stosunku opinii publicznej i lekarzy wobec homoseksualizmu, sytuacja tych osób zaczęła się zmieniać. W 1974 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne podjęło decyzję, by usunąć homoseksualizm z listy zaburzeń psychicznych z klasyfikacji DSM, a Światowa Organizacja Zdrowia w swoim kluczu diagnostycznym ICD-10, pozostawiła podkategorię: orientacja seksualna niezgodna z ego, która stanowi dla danej osoby problem z uwagą, że „orientacji – samej w sobie – nie należy uważać za zaburzenie”.

Obecnie w kulturze zachodniej homoseksualizm traktowany jest, jako osobisty wybór jednostki, gwarantowany przez prawa i wolności obywatelskie. W niektórych krajach prawo zezwala na zawieranie małżeństw homoseksualnych, inne wprowadziły instytucję cywilnego związku partnerskiego. W kulturze masowej homoseksualny tryb życia jest nie tylko akceptowany, ale również propagowany, jako alternatywny wobec heteroseksualnego. W zasadzie rzadko pojawia się film, w którym nie występowałaby sympatyczna para homoseksualna, tak jakby osoby o takiej orientacji nie stanowiłyby średnio 2% społeczeństwa, ale niemalże połowę.

Jeśli chodzi o stosunek chrześcijan do osób homoseksualnych to prezentują oni całą paletę odczuć. Z jednej strony mamy osoby, które poniżają, pogardzają i odrzucają osoby homoseksualne, demonstrując całe spektrum zachowań homofobicznych, traktując homoseksualizm, jako najgorszy grzech człowieka. Na drugim biegunie mamy chrześcijański ruch lesbijek i gejów, który w swoim statucie zawiera stanowisko, że „ całkowicie zgodne z wiara chrześcijańską jest nie tylko kochać inną osobę tej samej płci, ale także wyrażać tę miłość w pełni w osobistym związku seksualnym” oraz  kościoły chrześcijańskie, które zaczęły błogosławić związki homoseksualne.

Jako, że jedni i drudzy powołują się na Pismo Święte i przedstawiają swoje argumenty, jako jedyne i prawdziwe, możemy, jak w przypadku wielu współczesnych dylematów, odczuwać niepokój i zamieszanie. W efekcie możemy albo radykalizować swoje stanowisko i włączać się w różnego rodzaju akcje piętnujące osoby odmienne seksualnie, albo relatywizować swoje poglądy, uznając, że „najważniejsza jest miłość” i zaspokojenie potrzeb człowieka.

Pismo Święte zawiera kilka fragmentów, które poruszają kwestie homoseksualizmu i za każdym razem są to odniesienia negatywne.  Pierwszy fragment dotyczy historii Sodomy i Gomory (Księga Rodzaju 19:1-13), gdzie mieszkańcy tych miast zostali ukarani przez Boga z powodu grzesznego stylu życia. Jednym z elementów takiego życia była rozpusta i przeciwne naturze pożądanie cudzego ciała, wymienione w Liście Św. Judy w. 7.

Kolejne fragmenty zapisane są w Księdze Kapłańskiej (Ks. Kpł. 18:22 i 20:13) i zawierają nakazy, które Bóg zawarł w prawie danym swojemu ludowi, aby lud ten nie naśladował stylu życia Egipcjan czy mieszkańców Kanaanu.  Mowa jest o zakazanych stosunkach seksualnych, zboczeniach seksualnych, ofiarach z dzieci, bałwochwalstwie i niesprawiedliwości społecznej. Dwa fragmenty mówią wprost: Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!  Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj poniosą śmierć, krew ich spadnie na nich.

Jeśli chodzi o Nowy Testament, to w Liście do Rzymian Paweł opisuje kondycję moralną ówczesnego społeczeństwa, ludzie odwrócili się od Boga i zaczęli oddawać cześć stworzeniu. Z tego powodu Bóg poddał ich władzy bezwstydnych namiętności. Ich kobiety zamieniły współżycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie mężczyźni porzucili zgodne z naturą współżycie z kobietą i zapałali żądzą jedni ku drugim. Mężczyźni z mężczyznami dopuszczają się haniebnych czynów i dlatego sami na sobie ponoszą karę należną za zboczenie (Rzym. 1:26-27).

Kolejne fragmenty zapisane są w Listach Pawła do Koryntian i do Tymoteusza, które zawierają listę grzechów, które jeśli stają się stylem życia, wykluczają z Królestwa Bożego:

Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie odziedziczą Królestwa Boga? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani ci, którzy współżyją z mężczyznami, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą Królestwa Boga. (I Kor. 6:9-10).

Prawo (…) zostało ustanowione nie dla sprawiedliwego, ale dla nieprawych i nieposłusznych, bezbożnych i grzeszników, niecnych i podłych, ojcobójców i matkobójców, morderców, rozpustników, mężczyzn współżyjących ze sobą, handlarzy niewolników, kłamców, krzywoprzysięzców i dla każdego, kto się sprzeciwia zdrowej nauce, opartej na Ewangelii (ITym.1:9-11).

Jeśli dodatkowo przeanalizujemy fragmenty Pisma Świętego mówiące o Bożym porządku dla ludzkiej seksualności oraz małżeństwa, jasnym jest, że nie można praktyki homoseksualnej uważać za jedną z wersji normalności, a raczej za odchylenie od Bożej normy.

Warto jednak, analizując nauczanie Biblii podkreślić, że po pierwsze, pragnienia czy skłonności homoseksualne nie są grzechem, są nim czyny. Po drugie homoseksualne praktyki wymienione są obok wielu innych grzechów i nie mamy prawa w szczególny sposób piętnować osób, które z grzechem homoseksualizmu się zmagają.

Musimy mieć świadomość, że skłonności homoseksualne wypływają z kombinacji czynników biologicznych, rozwojowych i środowiskowych. Nasze wyposażenie biologiczne wpływa na to, w jaki sposób odbieramy świat, jakie przekonania tworzymy i jakich wyborów dokonujemy. Dlatego też musimy uznać, że skłonności homoseksualnych nikt sobie nie wybiera, są one efektem zarówno skażonej przez grzech natury, grzechów innych osób (dysfunkcji w rodzinie, odrzucenia przez innych, traumatycznych wydarzeń), ale też własnej grzesznej reakcji na to, co się wydarzyło: goryczy, egocentryzmu czy bałwochwalstwa. W dobie akceptacji dla zachowań homoseksualnych tylko kościół pozostaje środowiskiem, które zachęca do pracy nad zmianą, czy to w kwestii zachowań czy też skłonności. A co najważniejsze, w kwestii tożsamości, aby człowiek nie musiał definiować się przez pryzmat problemów, z którymi się zmaga, ale poprzez swoją wartość i godność Bożego stworzenia.

Słowo Boże nie pozostawia złudzeń, każdy z nas jest grzesznikiem i większość ludzkich problemów wynika ze stale istniejącego wpływu grzechu na nasze życie. Każdy z nas dostał inny pakiet, i z czym innym musi się zmagać w swoim życiu. Przesłaniem kościoła musi być dobra nowina o tym, że możliwe jest przywrócenie więzi z Bogiem, którą straciliśmy w wyniku upadku, że dzięki śmierci Jezusa, poprzez wiarę, stajemy się nowym stworzeniem, a życie w grzechu nie jest naszą jedyną alternatywą.

Oczywiście musimy mieć świadomość, że bycie nowym stworzeniem nie oznacza, że stara natura w nas już nie istnieje, dopóki żyjemy na ziemi będziemy toczyć wewnętrzną walkę pomiędzy posłuszeństwem Bogu a uleganiem swoim pragnieniom. Ktoś kiedyś powiedział, że bary pełne są byłych chrześcijan, rozczarowanych wiarą, bo ktoś przekazał im nierealistyczne oczekiwania. Tutaj, na ziemi, jesteśmy w procesie zmiany, warto o tym pamiętać w stosunku do siebie, jak i do innych.

Wiara polega na akceptowaniu Bożych norm, co często łączy się z zapieraniem się samego siebie i różnego rodzaju wyrzeczeniem.  Każdy ma swoją drogę do przejścia i swoją walkę do stoczenia. Potrzebujemy siebie nawzajem by wspierać się w dążeniu do tego, co dla nas dobre, ale też do zachęty, by w chwili upadku na nowo rozpocząć właściwe życie. Kościół jest ciałem Chrystusa, gdy panuje w nim atmosfera miłości, zrozumienia i wsparcia. Oskarżenie i potępienie nigdy nie wynika z działania Ducha Świętego.

Jak zatem traktować osoby, z problemami w sferze orientacji seksualnej? Całkowicie podpisuję się pod słowami angielskiego teologa, Johna Stotta: Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszystkich nas cechuje płciowość. Jeśli zaczynamy budować stereotypy i piętnować siebie nawzajem, wtedy przestajemy się traktować z należytym szacunkiem, na który zasługuje każda osoba. W końcu, jeśli bierzemy pod uwagę Biblię, nie ma takiego zjawiska jak homoseksualista – są tylko ludzie stworzeni na obraz Boga. Wszyscy uczestniczymy w chwale oraz tragedii człowieczeństwa i robimy to tak samo w płciowości, jak i w innych dziedzinach życia. Możemy nie pochwalać praktyk homoseksualnych, nie mamy jednak prawa dehumanizować tych, którzy się w nie angażują. Wszyscy jesteśmy słabi i podlegamy krytyce, i nikt nie jest seksualnie bezgrzeszny, z wyjątkiem Jezusa. Choć nie możemy unikać wydawania sądów na temat tego, co w świetle Pisma Świętego jest słuszne, a co nie, to nie wolno nam być krytykantami. Będziemy sądzeni według norm, którymi osądzamy innych. Nikt nie ma prawa moralnie się wywyższać. Poza tym grzechy seksualne nie są jedynymi grzechami ani nawet najcięższymi, z pewnością o wiele gorsza od nich jest pycha i hipokryzja.