Ostatnio sporo słyszymy na temat ideologii gender, w zasadzie przedstawiana jest ona jako zagrożenie dla tradycyjnego modelu małżeństwa, zagrożenie propagandą środowisk gejowskich, seksualizacja dzieci. I oczywiście tego rodzaju treści są przemycane pod płaszczykiem walki o równość i godność kobiet i mężczyzn, jednak odrzucając to, co złe i stanowi zagrożenie, nie możemy odrzucać tego, co każe nam się przyjrzeć naszemu myśleniu na temat płci i rolom przypisanym jej przez kulturę.

Wiemy dobrze, że człowiek rodzi się z określoną płcią jako chłopiec lub dziewczynka i gdy wszystko przebiega zgodnie z normą, rozpoczyna się proces wychowania, który zgodny jest z rozpoznaną płcią. Uczymy dziecko, co to znaczy, być chłopcem czy dziewczynką i co robią dziewczynki, a co robią chłopcy. Pytanie, na ile to, czego uczymy dzieci jest zgodne z naszym wyposażeniem biologicznym i przez to determinuje rozwój dziecka, a na ile wynika z dotychczasowych wyobrażeń na temat płci i jak twierdzą „genderowcy”, jest krzywdzące szczególnie dla kobiet, ale też dla mężczyzn.

Dla nas chrześcijan, szczególnie ważną sprawą jest przyjrzenie się, czy w zmieniającym się świecie istnieją jakieś stałe wytyczne dotyczące płci i ról społecznych, które byłyby wyznaczone przez Boga, które mogą być niezmienne i porządkują życie małżeńskie i rodzinne.

Być może „wczytywaliśmy” w Pismo Święte nasze wyobrażenie, na temat tego, co jest rolą męża, a co żony, wynikające nie z „ducha” Słowa Bożego, ale legalistycznego podejścia do niektórych fragmentów Biblii, interpretowanych w zgodzie z patriarchalnym modelem rodziny. Nie możemy zapominać, że niewolnictwo przez wiele lat było usprawiedliwiane przez chrześcijan.

Przez wiele lat, a nawet współcześnie, zasady życia małżeńskiego zawarte w liście do Efezjan 5, mówiące o przywództwie męża i uległości żony były interpretowane, jako nakaz sprawowania władzy przez męża i posłuszeństwo żony. Tak jakby nie istniały w Biblii liczne fragmenty opisujące to, jakie powinny być wzajemne relacje miedzy ludźmi niezależnie czy są braćmi i siostrami w kościele czy żoną i mężem w domu. To, że mężczyzna ma być przywódcą w domu, absolutnie nie oznacza, że ma być panującym despotą a kobieta nie ma prawa do wyrażania swoich opinii. A z drugiej strony nie oznacza, że kobieta nie bierze wraz z mężem odpowiedzialności za życie rodzinne.

Żebyśmy nie wiem jak chcieli, aby było inaczej, musimy uznać, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat życie społeczne zmieniło się nie do poznania. Nie ma wielopokoleniowych rodzin mieszkających w jednym miejscu, a model gdzie mężczyzna wychodzi rano do pracy żegnany przez żonę, która zajmuje się domem i dziećmi, a następnie czeka z gorącym obiadem na stole na jego powrót, minął bezpowrotnie i jest do obejrzenia już tylko na amerykańskich filmach.  Możemy oczywiście, podobnie jak np. Amisze trzymać się kurczowo minionej przeszłości i stylu życia, ale może warto uznać, że naszym celem nie jest utrzymywanie skansenu, ale życie według Bożych zasad w nowych czasach.

Ks. Kaznodziei Salomona 7:10
„Nie mów: Jak to jest, że dawne czasy były lepsze niż obecne? Bo to nie jest dobre pytanie.”

W naszej polskiej rzeczywistości zazwyczaj oboje małżonkowie muszą pracować by utrzymać rodzinę. Wydawałoby się rzeczą oczywistą, że w takim przypadku obydwoje powinni dzielić obowiązki domowe i rodzinne. Dlaczego zatem jednym z głównych tematów kłótni i nieporozumień małżeńskich jest podział obowiązków? Czy naprawdę chodzi o to, że nie potrafimy się porozumieć, kto odkurzy mieszkanie, a kto zrobi zakupy czy odbierze dzieci z przedszkola?

Wydaje się, że właśnie te problemy są wierzchołkiem góry lodowej, u której podstaw leżą pytania dotyczące:
– co to znaczy być kobietą, mężczyzną, co ma robić kobieta, co mężczyzna?
– pytania o władzę , kto będzie decydował o sprawach rodziny, finansach, kto będzie sprawował kontrolę?
– pytanie o to jak radzę sobie z własnymi oczekiwaniami wobec współmałżonka i własnym egoizmem?

Kiedy zaczynamy kłócić się o nie wykonane zadania warto zastanowić się o co tak naprawdę chodzi?

Jako ludzie wierzący musimy wyzwolić się od wyobrażenia, że życie chrześcijańskie można zredukować do posłuszeństwa pewnemu systemowi reguł czy przykazań. Choć one istnieją, wiemy że mają wynikać z pełnej bliskości relacji z Bogiem i bliźnimi. Dotyczy to każdej dziedziny życia, także małżeństwa. Kiedy próbujemy zdefiniować i wypełniać nasze role, jako żony i mężowie, budzi się w nas skłonność do legalizmu i zamiast dbać o pełną miłości relację z naszym współmałżonkiem poddajemy się presji wypełnienia tej roli, a w momentach kryzysu, przerzucamy się naszymi powinnościami.

Biblijny opis stworzenia mówi o równości płci, kobieta i mężczyzna zostali stworzeni na obraz Boga i w równym stopniu zostali powołani aby panować nad ziemią i współdziałać ze Stwórcą  w wykorzystaniu jej zasobów dla dobra ogółu. Musimy pamiętać, że dominację mężczyzny nad kobietą sprawił upadek człowieka, i dopiero Chrystus poprzez swoją służbę (to jak traktował kobiety) i swoją śmierć przywraca godność kobietom, w Chrystusie wszyscy jesteśmy równi (Gal.3:28).

Mężczyźni i kobiety mimo, że są równi, nie są tacy sami. Nie wolno mylić równości z identycznością. Różnimy się od siebie i dopełniamy się pod względem charakterystycznych dla naszej płciowości cech, zarówno fizycznych jak i psychicznych. Ten fakt ma wpływ na to, że mamy różne, właściwe każdej płci role w społeczeństwie. (To kobiety będą rodziły i wychowywały dzieci, a mężczyźni pójdą na wojnę.) Co nie oznacza, że mamy bezkrytycznie przyjmować stereotypy, które rozwinęły się w naszej kulturze.

Jak pisze John Stott  (Chrześcijanin a problemy współczesnego świata)„ W Piśmie Świętym nie ma nic co sugerowałoby, że kobiety nie mogą robić kariery ani zarabiać na swoje utrzymanie, że kobiety zamężne muszą robić zakupy, gotować czy sprzątać, podczas gdy mężowie pozostają biernymi beneficjentami ich pracy; albo że wychowanie dzieci jest zadaniem wyłącznie kobiet, do którego mężczyznom nie wolno się wtrącać. Niemieckie powiedzenie, które ogranicza domenę kobiet do Kinder, Kuche und Kirche (dzieci, kuchnia i kościół) jest przykładem rażącego męskiego szowinizmu. Pismo Święte milczy na temat takiego podziału pracy.”

Kobiety i mężczyźni zostali stworzeni na obraz Boga, dopełniają się wzajemnie, by ten obraz był widoczny w świecie. Dlatego ich zadaniem jest poznanie, co ich różni, a nie próba wyeliminowania tych różnic czy próba przejęcia cech charakterystycznych dla drugiej płci. Kobiety i mężczyźni, a w szczególności żony i mężowie muszą kochać się wzajemnie, szanować i służyć sobie nawzajem a nie sobą gardzić czy się zwalczać.

Musimy być jednak ostrożni, by nie wpaść w pułapkę kolejnych stereotypów, czym jest męskość, a czym kobiecość. Ostatnie lata przyniosły nam wiele książek próbujących pomóc nam w odnaleźć się w tym temacie („Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”, „Dzikie serce”) Ale coś, co jest ogólną prawdą nie musi koniecznie odnosić się do konkretnej osoby, nie każdy mężczyzna marzy o zabiciu smoka, a nie każda kobieta chce być księżniczką. Każdy z nas ma w sobie mieszankę tzw. „męskich” i „kobiecych” cech w różnych proporcjach. Stereotypy utrudniają rozwijanie własnej indywidualnej tożsamości oraz nawiązywanie relacji. Bo jeśli nie jestem tym, kim powinienem być, to nie zaryzykuję tego, by pokazać jaki naprawdę jestem.

Badania wskazują, że im bardziej zdecydowane są wyobrażenia partnerów na temat ról związanych z płcią, tym bardziej nieszczęśliwe są tworzone przez nich związki. Im bardziej kobiety i mężczyźni próbują dostosować się do panujących w społeczeństwie wyobrażeń na temat kobiecości i męskości, tym częściej mają poczucie niskiej wartości, które kompensują jeszcze gorliwszym realizowaniem tego stereotypu.

Natomiast w szczęśliwych małżeństwach małżonkowie w miarę trwania związku rozwijają w sobie zarówno cechy „męskie” jak i „żeńskie”. Tak, by nasza siła mogła wspierać słabości drugiego. Celem małżeństwa ma być rozwój każdego z małżonków, tak by mogli rozwinąć swoje talenty, uzdolnienia, swoją indywidualność i wyjątkowość, tak by służyło to wspólnemu dobru – związkowi, który tworzymy.

Intymność małżeńska to poznanie swojej unikalności. Bóg stworzył każdego z nas w unikatowy sposób i wyznaczył dla nas cel w życiu, który musimy odkryć. Podobnie, jeśli chodzi o małżeństwo, każde jest inne, ale w miłości, szacunku i oddaniu sobie nawzajem mamy poznawać swoje różnice, uzupełniać swoje braki, wspierać się w swoich słabościach, tak by pokazać światu obraz Boga, który w sobie nosimy.