Cierpienie, temat, którego nie lubimy, a już o wiele łatwiej być jego teoretykiem niż praktykiem. Fundamentaliści chrześcijańscy będą nas przekonywać, że musimy się bardziej starać i przestrzegać określonego zbioru zasad, charyzmatycy zaś, że musimy bardziej oddać się Bogu i doświadczać Jego mocy.

Cierpienie, temat, którego nie lubimy, a już o wiele łatwiej być jego teoretykiem niż praktykiem. Często marzy nam się, a niektórzy próbują nas w tym utwierdzać, że kiedy stajemy się chrześcijanami, jednocześnie staniemy się ulubieńcami Boga i wszelkie zło i nieszczęście będzie omijało nas szerokim łukiem. Wystarczy odpowiednia wiara, a nasze ciała i psychika będą zdrowe, zasoby finansowe pod dostatkiem, współmałżonkowie będą nas kochać, a dzieci będą posłuszne. Fundamentaliści chrześcijańscy będą nas przekonywać, że musimy się bardziej starać i przestrzegać określonego zbioru zasad, charyzmatycy zaś, że musimy bardziej oddać się Bogu i doświadczać Jego mocy. Przesłanie jest jedno, jakże zbieżne z przesłaniem kultury, w której żyjemy: pełnia szczęścia osiągalna jest tu na ziemi i generalnie się nam należy. Zapominamy, że bycie naśladowcą Jezusa nie oznacza, że oto mamy dostęp do nadnaturalnej mocy, którą możemy wykorzystać, aby osiągnąć swoje prywatne cele, ale że jest to moc, by żyć w inny sposób niż byłoby to naturalne w takich okolicznościach, jakie nas spotkały. Jeśli uniknięcie cierpienia uczynimy celem naszego życia, to jak mówił Jezus, stracimy je.

Nawet jeśli nasza teologia nie jest tak prosta, to tak czy inaczej w pierwszym odruchu, kiedy spotyka nas coś złego, zadajemy sobie pytanie: dlaczego?  I tak, jak rzeczą oczywistą jest to, że często ponosimy konsekwencje naszych grzechów, naszego egoizmu, sprzeciwiania się Bogu i Jego zasadom (choć też nie zawsze na tym świecie, wystarczy wspomnieć zbrodniarzy hitlerowskich, którzy dotrwali sędziwego wieku w niezłym zdrowiu i okolicznościach) to nie możemy zapominać, że żyjemy na upadłym świecie, skażonym przez grzech. Wiele zła, które nas spotyka wynika właśnie z tego faktu. Kiedy czytamy Nowy Testament i wypowiedzi Jezusa, nie znajdujemy żadnego fragmentu, który by nas zapewniał, że możemy spodziewać się łatwego i przyjemnego życia. Wprost przeciwnie, możemy spodziewać się chorób, konfliktów, trudności, pokus, prześladowań, krzywd ze strony innych ludzi. To, czego możemy być pewni to obietnica, że w ciemnej dolinie naszego życia Bóg jest z nami, nawet jeśli mamy poczucie, tak jak Jezus na krzyżu, że nas opuścił. Warto mieć świadomość, że dopiero śmierć będzie ostatecznym rozwiązaniem kwestii cierpienia na tym świecie. Co oczywiście nie oznacza, że mamy kultywować martyrologię czy nie modlić się i szukać rozwiązania. Nie zawsze jednak tym rozwiązaniem będzie zmiana okoliczności, czasem będzie to ich zaakceptowanie i takie życie, by zło przemienić w dobro.

Jak pisze Stanley Jones w swojej książce „Chrystus a ludzkie cierpienie”: „macie wziąć owe nieszczęścia i obrócić je w świadectwo – nie macie uciekać od kłopotów ani znosić ich jako woli Bożej, ale macie je wykorzystać. Jezus sugeruje, że powinniśmy wziąć ból, nieszczęście, niesprawiedliwość i prześladowanie i wykorzystać je w naszym życiu, sprawić żeby przyczyniły się do wypełnienia wyższych celów- celów, dla których naprawdę żyjemy.”

Cierpienie – może nas zniszczyć lub zmienić. Przybliżyć do Boga lub od Niego oddalić. Nauczyć pokory lub zamknąć w klatce egoizmu i skupienia na sobie. Jak ze wszystkim w naszym życiu – mamy wpływ i wybór. Nie na to, co nas spotyka, ale na to jak zareagujemy na to, co zostało nam dane do przeżycia. Cierpienie to „ziemia święta”- miejsce gdzie możemy spotkać Boga, ale też samego siebie.

Gdy stykasz się z ludzkim cierpieniem „zdejmij buty” uszanuj je, nie wchodź z płytkim pocieszaniem, odpowiedziami na cudze egzystencjalne pytania, tłumaczeniem Boga, tanim optymizmem, chrześcijańskimi sloganami. Po prostu bądź z drugim człowiekiem, pomilcz, poczuj jego ból, zapłacz. Przypomnij sobie przyjaciół Hioba. Dopóki byli z nim w cierpieniu i milczeli, byli wsparciem. Kiedy przemówili i uczynili go obiektem „duszpasterskiego oddziaływania”, jako ci, którzy mają rozwiązania i wiedzą więcej, zdenerwowali nie tylko Hioba, ale też Boga. Biblia mówi „płaczcie z płaczącymi” (Rzym.12;15), często tylko tyle możemy zrobić. Reszta należy do Boga.