Rozwód jest złem. Zawsze. Nawet wtedy, gdy odejście wydaje się być mniej bolesne niż pozostanie w związku. Rozwód jest porażką, utratą zaufania do drugiej osoby, utratą wiary w miłość, wiąże się z cierpieniem, krzywdą, gniewem, strachem, poczuciem winy, a czasem z depresją.

Rozwód może się czasem wydawać sposobem na odzyskanie wolności lub ucieczkę od problemów małżeńskich. Ale jego konsekwencje są „trzęsieniem ziemi” zarówno dla małżonków i ich dzieci, jak i dla rodziców męża i żony oraz ich przyjaciół. Nic już nie jest takie jak dawniej. Jeśli przyjrzymy się opracowanej przez psychologów liście czterdziestu trzech najbardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka, to okaże się, że rozwód znajduje się na drugim miejscu, zaraz po śmierci współmałżonka. I nie ma znaczenia, czy nasz światopogląd pozwala na rozwód, czy nie. Według badań przeprowadzonych wśród rozwiedzionych pięć lat po rozpadzie związku, tylko jedna czwarta z nich dobrze radziła sobie w nowej sytuacji. Reszta uznała, że rozwód nie tylko nie rozwiązał ich problemów, ale na dodatek stworzył nowe.

Konsekwencje dla małżonków

Rozwód jest bardzo trudnym przeżyciem emocjonalnym. Wraz z nim pojawia się poczucie winy, smutek, depresja, gniew, zgorzknienie, często frustracja. Wszystko to może prowadzić do chorób psychosomatycznych. Na rozwiedzionych małżonków spadają obowiązki dotychczas dzielone w związku. Ktoś musi samodzielnie zająć się dziećmi, ktoś przystosować się do widywania ich tylko w czasie odwiedzin. Zdarza się, że przyjaciele zaczynają się oddalać, bo nie wiedzą, jak reagować na rozwód i po czyjej stronie stanąć. Często pojawiają się problemy finansowe i obniża się poziom życia. U osób wierzących może pojawić się gniew wobec Boga i duchowy bunt, szczególnie jeśli osoby rozwiedzione spotykają się z odrzuceniem i krytyką ze strony Kościoła.

Koszty ponoszone przez dzieci

Najboleśniej rozwodu doświadczają jednak dzieci. Bywa, że ich uczucia i pragnienia nie są brane pod uwagę. Rodzice tak bardzo zajęci są swoim cierpieniem czy planowaniem życia po rozwodzie, że bardzo trudno im dostrzec, co przeżywają ich potomkowie. Fundamentem zdrowego rozwoju dzieci jest ich emocjonalne przywiązanie do rodziców. Kiedy małżeństwo się rozpada, dzieci tracą poczucie bezpieczeństwa. Doświadczają niepokoju i lęku, bo nawet jeśli wcześniej widziały kłótnie rodziców, to wiadomość o rozwodzie jest dla nich zaskoczeniem. Często wydaje im się, że rozwód nastąpił z ich powodu, bo wiele nieporozumień dotyczyło przecież wychowywania dzieci. Czują się winne, że nie uratowały rodziców przed rozwodem. Czują się opuszczone i odrzucone przez rodzica, który odchodzi. Poczucie osamotnienia i smutku może być wstępem do depresji, albo frustracji i złości. Dzieci marzą o tym, by wszystko wróciło do czasów przed rozwodem, a to już jest niemożliwe.

Odbudowywanie zaufania między dziećmi i rodzicami to zazwyczaj długi proces. Dotyczy to zarówno relacji z tym rodzicem, który pozostaje poza domem, jak i tym, na którego spada główny ciężar wychowawczy. Jeśli w wyniku rozwodu rodzina zmienia miejsce zamieszkania, dziecko jest w jeszcze większym szoku. Traci przyjaciół, kolegów ze szkoły, sąsiadów, wszystko, co było dla niego ważne. Małe dzieci mogą na rozwód zareagować nawet cofnięciem się na wcześniejszy etap rozwoju. Dzieci, które doświadczyły rozwodu, cierpią przez wiele lat. Badania wskazują, że jeśli nie została im udzielona pomoc, mają często trudności w budowaniu dojrzałych relacji z otoczeniem, gorzej się uczą, za to łatwiej podejmują ryzykowne zachowania.

Przyczyny rozpadu

Według terapeutów pracujących z małżeństwami, które znalazły się w  konflikcie, problemy zawsze dotyczą czterech kwestii: komunikacji (czyli tego jak mąż i  ona się porozumiewają), różnic typowych dla płci, reguł i wzorców wyuczonych w domach rodzinnych oraz zachowań, które wynikają z traum przeżytych w dzieciństwie. Rozpad małżeństwa następuje stopniowo. Jego początek tkwi zazwyczaj w nierealnych oczekiwaniach. Małżonkowie mają nadmierne wymagania w stosunku do związku oraz tego, w jaki sposób partner powinien zaspakajać ich potrzeby. Następnym krokiem jest manipulacja, czyli dążenie do zmiany partnera według swoich oczekiwań. Kolejny etap to wrogość, wręcz gniew połączony z izolowaniem się od małżonka. Ostatnie stadium to poczucie beznadziejności związane z odrzucaniem wszelkich propozycji naprawy. Jednak na każdym z tych etapów, jeśli tylko jest w małżonkach takie pragnienie, można małżeństwo odbudować. Często jednak potrzebna jest profesjonalna pomoc duszpasterza lub terapeuty.

Co może rozbudzić chęć do naprawy małżeństwa? Przede wszystkim przekonanie, że małżeństwo jest wartością i jest na całe życie, a wspólnemu „my” najbardziej zagraża egocentryzm. Bóg powiedział, że mąż i żona nie są już dwojgiem, ale są jednością. Jeśli małżonkowie spojrzą na swój związek z tej Bożej perspektywy, wówczas pojawić się w nich może odpowiedzialność za jedność, za owo „my” zaplanowane dla nich przez Boga. Małżeństwo samo się nie niszczy i samo się nie buduje, małżonkowie muszą świadomie wziąć za nie odpowiedzialność.

Kiedy odejście jest konieczne?

Czasami konflikty w rodzinie przybierają postać patologiczną. Dochodzi do przemocy, pojawiają się uzależnienia, zdrada czy wykorzystywanie seksualne. Wtedy trzeba reagować. Pozostawienie sprawy w ukryciu niszczy bowiem zarówno małżeństwo, jak i zagraża dobru dzieci. Sprawca przemocy, znęcania psychicznego albo wykorzystywania seksualnego musi zostać skonfrontowany ze swoim postępowaniem. Często, aby ratować się przed niszczącym postępowaniem współmałżonka, jedynym wyjściem będzie separacja. Praktyka duszpasterska pokazuje, że nawet w takich przypadkach może dojść do pokuty, przebaczenia i odbudowania małżeństwa.

Co po rozstaniu?

Nowy Testament daje przyzwolenie na rozwód tylko w szczególnych sytuacjach. Chodzi o dwa przypadki: trwałą niewierność lub sytuację, w której osoba niewierząca usilnie dąży do rozwodu. Wiele osób rozwiedzionych, które pozostają w Kościele, nie było winnych rozstania ani do niego nie dążyło. To ofiary czyjegoś grzechu, które czyniły wszystko, by naprawić swój związek, ale druga strona nie dała im tej szansy. Kościół musi pomagać takim osobom, by porzucone przez małżonka, nie zostały odepchnięte przez wspólnotę w czasie, gdy najbardziej potrzebują wsparcia i miłości, a często także praktycznej pomocy. Najważniejszą sprawą jest przejście przez proces przebaczenia, by móc w wolności odbudować swoje życie.

Z drugiej strony są w zborach ludzie, którzy wybrali swój własny, a nie Boży sposób na rozwiązanie problemów małżeńskich. Rozwiedli się, zawarli nowy związek, ale po jakimś czasie zapragnęli wrócić do relacji z Bogiem i odnaleźć swoje miejsce w Kościele. Co ma zrobić wspólnota w takich przypadkach? Nie ma łatwych odpowiedzi. Konsekwencje swoich wyborów, mimo przebaczenia, ludzie muszą dźwigać przez całe życie. Z drugiej strony wspólnota wierzących zawsze powinna pamiętać o prymacie miłości w swoim postępowaniu. Rozwód nie jest grzechem nieprzebaczalnym. Zadaniem Kościoła jest ogłaszać łaskę Jezusa, niezależnie od tego, jakie winy zostały popełnione przez pokutującego człowieka